środa, 8 lutego 2017

Durarara!! "Rybki" – rozdział 13

Rozdział 13

– Tsugaru! Wstawaj, wstawaj! Pierwszy dzień szkoły~  cieszysz się~?

Blondyn odruchowo się skrzywił, gdy usłyszał przy uchu głos wyraźnie droczącego się z nim Psyche. Z niezadowoleniem przekręcił się na bok, tym samym odsuwając telefon od ucha.

– Nie – bąknął. – Ty sam też wolisz wakacje, więc nie bądź taki wesoły.

– No wiem, wiem, wakacje są lepsze, ale staram się myśleć pozytywnie. Też powinieneś spróbować.

– Ciekawe co się stanie z tym twoim myśleniem pozytywnie na matematyce – Tsugaru, mówiąc to, niechętnie wychylił głowę spod kołdry. Schował się z powrotem po niecałej sekundzie. Było zdecydowanie za jasno.

Nie mów nic o matmie.. – syknął z niezadowoleniem Psyche. – Psujesz moją motywację.

Tsugaru powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. W tym akurat był dobry. Swoją motywację do życia psuł prawie codziennie.

– Tsugaru! Wstawaj do szkoły! – zza drzwi usłyszał głos szykującej się do pracy mamy. Ciche stukanie wskazywało na to, że miała już na nogach szpilki. Zwykle o tej godzinie była już w drodze do pracy, więc raczej się spieszyła.

– Już wstaję! – odkrzyknął jej blondyn.

Mama?  – spytał przez telefon Psyche.

– Mmm, do zobaczenia w szkole.

Do zobaczenia~

Kiedy wyszedł z pokoju, zobaczył swoją mamę, która szukała czegoś w szafce w przedpokoju.

– Tata cię zawiezie, bo idzie trochę później do pracy – powiedziała szybko. Najwyraźniej nie chciała niczego zapomnieć, ponieważ dokładnie sprawdzała, czy aby na pewno ma w torebce wszystko to, czego potrzebuje.

– Mogę pojechać metrem…

– Nie, nie, on cię zawiezie. Nie idź nigdzie sam – uśmiechnęła się do niego i pocałowała go w policzek. – W kuchni masz śniadanie, papa~

– Pa.. – Tsugaru pożegnał ją w drzwiach, lekko marszcząc przy tym brwi.

Nie widząc zbyt wiele sensu w tym, co powiedziała jego mama, poszedł do łazienki. Przy myciu zębów patrzył w lustro, starając się jakoś rozbudzić i zmotywować. 

Nie rozumiał czemu mama uparła się, żeby zawiózł go tata. Nie mógł pojechać metrem, tak jak zwykle?

Tsugaru jeszcze bardziej zmarszczył brwi.

„Nie idź nigdzie sam.”

Nie ufała mu czy po prostu przesadnie się martwiła?

Blondyn nie do końca wiedział jak na to wszystko zareagować. Z jednej strony czuł się z tym źle, a z drugiej strasznie go to denerwowało. Na jego twarzy wymalował się przez to dość dziwny grymas. Niby zaciskał wargi w wąską linię i marszczył brwi z podirytowania, ale jednak miał smutne oczy.

Nabrał do płuc powietrza i wypluł z buzi pianę. Odłożył swoją szczoteczkę do kubeczka, wypłukał usta, umył twarz – zwykłe poranne czynności. Nieco pomogły mu one w niemyśleniu. 

Kiedy już przebrał się w pokoju w mundurek i poszedł do kuchni po śniadanie, lekko skinął na przywitanie głową do pijącego kawę taty. 

– Mama zrobiła ci śniadanie do szkoły – powiedział.

– Wiem.. mówiła – mruknął blondyn, domyślając się, że to przez to tak się spieszyła. Zwykle sam robił sobie śniadania albo po prostu kupuje coś sobie w szkole. – Miała na to czas? – spytał, pakując przy tym bentou do plecaka.

Tata wzruszył ramionami.

Tsugaru spojrzał na zegarek w telefonie. Prawdopodobnie przez robienie mu śniadania, mama spóźni się pracy. On za to – skoro nie musiał teraz niczego sobie szykować – miał trochę czasu dla siebie. 

Nie wiedząc czym innym się zająć, zrobił sobie płatki i usiadł przy stole na przeciwko taty, który zaczął go zagadywać. Rozmawiali o filtrze do akwarium. Według taty trzeba go było wymienić, ale Tsugaru tylko wzruszył ramionami, odpowiadając, że się na tym nie zna.

– Poczytam coś o tym później.. – mruknął Kichirou, chowając do kieszeni kluczyki od samochodu. 

Obaj byli już w przedpokoju i właśnie zbierali się do wyjścia. Po drodze nie rozmawiali zbyt wiele. Po prostu słuchali razem rozmawiającego z kimś spikera w radiu, a później blondyn zaczął z nudów szukać innych stacji. Większość popularnych piosenek, które słyszeli, znał od Psyche.

Po mniej więcej piętnastu minutach znaleźli się pod liceum Rairy i Kichirou zaparkował na parkingu.

– To miłego dnia w szkole.

– Dzięki.. – odpowiedział bardziej jakby odruchowo.

Sięgnął z tylnego siedzenia torbę i już miał zamiar wychodzić, ale…

– Tato – postanowił jednak zadać chodzące mu po głowie pytanie. – Dlaczego nie mogłem pojechać do szkoły sam?

Tsugaru to umknęło, ale Kichirou lekko zacisnął dłonie na kierownicy. Nie spodziewał się ze strony syna tego pytania. Razem z żoną liczyli raczej, że blondyn to przemilczy.

– Boicie się, że coś sobie zrobię? – spytał. – W sensie specjalnie?

Tata przeniósł na niego wzrok, ale dość szybko go później odwrócił. Skinął głową.

– Martwimy się – usprawiedliwił się niepewnie, wyraźnie oczekując reakcji typowego nastolatka z filmów. W końcu większość osób na miejscu Tsugaru reagowałoby oburzeniem.

Blondyn jednak tylko cicho westchnął i położył dłoń na klamce, wyraźnie szykując się do wyjścia. – Odbierzesz mnie też czy mogę wrócić sam?

Kichirou nie spodziewał się tego typu zachowania. Ze zdziwieniem przeniósł wzrok na swojego syna.

– Nie jesteś zły?

Tsugaru spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem i pokręcił głową na boki. Nie wydawało mu się, żeby miał siłę na gniewanie się. Gdy był jeszcze w łazience, myślał, że się gniewa, ale koniec końców złoszczenie się wymagało od niego zbyt wiele energii. Zresztą, niepotrzebnie tylko wprowadziłby siebie w zły humor.

– Pójdę już – mruknął.

Otworzył drzwi.

– Tsugaru.

Przymknął je nieco i znowu przeniósł wzrok na swojego tatę.

– Wróć sam, tylko uważaj na siebie, okej?

– Okej.

***

– W sumie to matma nie była taka zła.

Tsugaru skinął głową, posyłając dosiadającemu się do niego brunetowi przelotne spojrzenie.

– Chociaż w sumie to każda następna będzie gorsza, nie? – zaśmiał się, choć wcale go to nie bawiło. – Ciężkie rzeczy dopiero przed nami…

– No tak – blondyn przyznał mu rację. Nie miał nic więcej do powiedzenia, więc w dalszym ciągu szturchał pałeczkami swoje śniadanie.

– Dlaczego to tak rozgrzebujesz? 

Blondyn lekko zmarszczył brwi, gdy to usłyszał. Spojrzał na jedzącego pączka Psyche, a później na swoje bentou. Choć mama włożyła w nie dużo pracy, to jakoś nie miał na nie ochoty.

– Tsugaru?

– Hm?

– Nie odpowiedziałeś..

Wzruszył ramionami. Naprawdę musiał mieć jakiś powód do rozgrzebywania śniadania?

– Nie masz apetytu?

Kolejne pytanie…

Dlaczego Psyche musiał ich tyle zadawać?

– Nie za bardzo – mówiąc to, zamknął pudełko z bentou i schował je z powrotem do swojej torby. Zawsze może zjeść je w domu.

– Ale… – brunet urwał i zacisnął usta w wąską linię. – W sumie to nieważne – uśmiechnął się, choć Tsugaru wyraźnie widział, że uśmiech ten był wymuszony. – A właśnie! – zaczął z wyraźnym zaciekawieniem. – Jak twoje wyniki?

– Moje co? – blondyn lekko zmarszczył brwi.

– Noo.. – Psyche wyglądał na nieco zmieszanego. – Twoje wyniki. Z pobrania krwi.

Dopiero po dwóch/trzech sekundach Tsugaru przypomniał sobie o swojej wymówce, której użył, aby nie zostawać u bruneta na noc. 

– Aa – mruknął na znak, że już wie, o co chodzi. – Wszystko okej – zmyślił.

Brunet uśmiechnął się, gdy to usłyszał. – To dobrze.

***

Tsugaru siedział wieczorem w pokoju na łóżku i czytał mangę od Psyche. Kiedy na jednej ze stron zobaczył kilka brązowych plamek – prawdopodobnie po kawie lub herbacie – słabo się uśmiechnął i przejechał po nich palcami. Wyobraził sobie bruneta, gdy ten przypadkowo zahacza ręką o kubek, a potem szybko stara się go jakoś złapać.

Chwilę później jednak zmarszczył brwi, bo z jakiegoś powodu zaczął sobie przypominać jego smutne spojrzenie. Ostatnio widział je co raz częściej i – choć nie był z tego dumny – to musiał przyznać, że był jego powodem. Tsugaru po prostu smucił Psyche, niezależnie od tego jak na to spojrzeć. W dodatku ostatnio różowe oczy bruneta były smutne coraz częściej. Na przykład wtedy, gdy układali razem puzzle… albo gdy wiele razy leżeli razem w łóżku i blondyn miał zły humor.. nawet dzisiaj w szkole na przerwie obiadowej.

Za każdym razem gdy tak smucił bruneta, Tsugaru był sobą rozczarowany. W końcu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że go rani, ale mimo wszystko nie potrafił się zmusić do udawania, że wszystko jest okej. Bo lepiej by było, gdyby udawał, nie? Przynajmniej lepiej dla Psyche. O niczym by nie wiedział, myślałby, że wszystko jest w porządku. Nie miałby powodu do smutku, bo myślałby, że jego chłopak jest z nim szczęśliwy.

Tylko, że Tsugaru nie lubił kłamania. Nie chciał okłamywać ani Psyche, ani siebie. Kłamstwa niepotrzebnie wszystko komplikowały.

Szkoda tylko, że prawda tak bardzo raniła bruneta.

Blondyn ciężko westchnął i schował twarz w mandze. Zupełnie jakby mógł przez to na jakiś czas zniknąć. Jakby mogło to zlikwidować nieprzyjemny ucisk w żołądku.

Miał wrażenie, że Psyche byłby o wiele szczęśliwszy z kimś innym. Z kimś, kto by go tak nie dołował. Z kimś, kto byłby zmotywowany do życia i tak nie emanował pesymizmem. Kimś… kimś innym. Po prostu z kimś innym.

On sam natomiast… nie wiedział, z kim byłby szczęśliwszy niż z Psyche. Nie miał zielonego pojęcia, ale z całą pewnością nie czuł się ze sobą dobrze, gdy widział jego smutny wzrok.

*** 

– Właściwie to chciałem z tobą o czymś porozmawiać.. – zaczął nieco niepewnie, ściskając przy tym ramiączko od swojego plecaka.

Kiedy zobaczył pytające spojrzenie Psyche, poczuł jak coś przewraca mu się w żołądku. Naprawdę nie chciał zaczynać tej rozmowy, ale wiedział, że musiał – a przynajmniej tak sobie wmawiał.

– O czym?

No właśnie. O czym? Najlepiej od razu przejść do rzeczy, prawda? Na samym początku sprecyzować, o co chodzi i mieć to już za sobą.

– Chciałbym.. – zaczął, ale gdy usłyszał, że nieco drży mu głos, cicho odchrząknął i spróbował jeszcze raz. – Może… możemy zrobić sobie na jakiś czas przerwę?

Tak jak się tego spodziewał, Psyche zmarszczył brwi. Z jakiegoś powodu Tsugaru bardzo trudno było patrzeć mu w oczy. Prawdopodobnie obawiał się, że za chwilę zobaczy w nich zranienie.

– To znaczy?

Nieco mocniej zacisnął dłoń w pięść, chwilę później jednak puszczając ramiączko od plecaka.

– To znaczy, że.. – błądząc wzrokiem po ziemi, Tsugaru z trudem szukał odpowiednich słów. – ..żebyśmy się przez jakiś czas nie widywali.

Przez kilka sekund – które bardzo się ciągnęły – żadne z nich się nie odzywało. Tsugaru po prostu czekał na odpowiedzieć, podczas gdy Psyche powoli trawił usłyszane właśnie słowa.

– Zrobiłem coś nie tak? – spytał w końcu.

Tsugaru dość mocno przygryzł wnętrze swojego policzka.

Nie patrz na niego. Nie patrz na niego. Nie patrz na niego…

Powtarzał to sobie w głowie jak mantrę, dalej uparcie wpatrując się przy tym w podłogę.

Czuł dziwną gulę w gardle. Miał wrażenie, że jeśli się spróbuje się odezwać, to nie uda mu się wydobyć z siebie żadnego dźwięku, dlatego tylko pokręcił głową na boki.

– Więc dlaczego..?

Nie udało mu się. Gdy usłyszał, że głos Psyche lekko się załamuje, nie mógł się powstrzymać i na chwilę podniósł na niego wzrok. Gdy zobaczył zranione spojrzenie różowych oczu bruneta, poczuł się tak, jakby ktoś mocno uderzył go w brzuch.

– Po prostu… – Tsugaru urwał. 

Po prostu co? Dlaczego to przerywał? Dlaczego tak dokładnie chciał odsunąć od siebie bruneta? Gdy myślał o tym wczoraj wieczorem, miało to zdecydowanie więcej sensu niż teraz. 

– Um.. – zmarszczył brwi. – Bo… – ułożenie mającego jakikolwiek sens zdania było zaskakująco trudne. – Potrzebuję.. przerwy.

Brawo, w końcu udało mu się wysłowić.

– Dlaczego?

Milczał.

– Tsugaru?

Psyche dalej naciskał.

– Tsugaru, mo… możesz mi odpowiedzieć?

Blondyn pokręcił głową na boki. – Nie umiem – powiedział w końcu.

– Nie umiesz odpowiedzieć? – tym razem brunet zareagował nieco szybciej.

Tsugaru jeszcze raz pokręcił głową. Kątem oka zauważył, że brunet zaciska dłonie w pięści. Najwyraźniej był zły.

– Nie możesz, bo nie chcesz? Czy nie możesz, bo nie wiesz?

Naprawdę nie wiedział, co odpowiedzieć. Przez chwilę nawet nie miał pojęcia, co właśnie usłyszał. Kompletnie nie rozumiał pytania. Jego mózg nie nadążał za tym, co się działo, a wolał wcale nie odpowiadać, niż robić to bez zastanowienia. Dlatego właśnie dalej milczał, licząc na to, że może brunet sobie odpuści i przestanie zasypywać go tymi wszystkimi pytaniami. 

– Tsugaru!

Blondyn nieco się wzdrygnął, gdy Psyche podniósł na niego głos. W dalszym ciągu wbijał wzrok w podłogę. Znalazł sobie na niej małą plamkę i nie odrywał od niej wzroku.

Głębokie westchnienie, zaciśnięcie ust w wąską linię, rozluźnienie i ponowne zaciśnięcie pięści… – Zależy ci w ogóle? – spytał brunet.

Choć tym razem naprawdę powinien coś powiedzieć, Tsugaru dalej nie odpowiadał. Nie chciał tu być, nie chciał nic mówić… chciał po prostu wrócić już do domu i mieć to wszystko za sobą.

Kolejne westchnienie Psyche brzmiało tak, jakby on sam też miał już dość tej rozmowy. – Tsugaru, naprawdę nie chcę na ciebie krzyczeć – powiedział po chwili ciszy. – Więc możemy o tym porozmawiać jutro?

Skinął głową.

– W takim razie do jutra?

Tsugaru nadal nie podnosił wzroku. Naprawdę nie chciał po tym wszystkim patrzeć Psyche w oczy.

– Do jutra.. – odpowiedział mu i nieco poprawił swój zjeżdżający z ramienia plecak.

– Uważaj na siebie.

***

Spojrzał na znajdującą się przed nim żółtą linię. Z głośników dobiegał właśnie głos pani, która mówiła, aby – do czasu zatrzymania się metra i otworzenia jego drzwi – jej nie przekraczać. 

Zainspirowany zastrzeżeniami swoich rodziców, postawił na linii stopę. 

Nic więcej. Tylko ją postawił i przez jakiś czas wpatrywał się w swojego trampka. 

Jego rodzice prawdopodobnie nawet nie zdawali sobie z tego sprawy i nie dopuszczali do siebie takiej myśli, ale gdyby Tsugaru naprawdę chciał się zabić, to już dawno by to zrobił. Utopiłby się nad morzem, nałykałby się jakichś tabletek, podciąłby sobie żyły… albo przekroczyłby żółtą linię, na której właśnie wstał. 

Możliwości było naprawdę wiele, ale Tsugaru nie chciał wypróbowywać żadnej z nich, dlatego zdjął stopę z linii.

Może i nie widział w swojej dotychczasowej wegetacji… egzystencji sensu, ale nie zmieniało to faktu, że chciał, aby mu się polepszyło. Chciał tego i liczył na to. Chciał znaleźć sobie w życiu jakiś cel, choć tak naprawdę nie miał nawet pewności czy mu się to uda.

Przygryzł swoją dolną wargę i wraz z innymi ludźmi wszedł do metra.

„Ale tak strasznie do siebie nie pasujecie” – przypomniał sobie słowa swojej koleżanki z klasy.

No właśnie. Tak strasznie do siebie nie pasowali.

***

Tsugaru obudziło piknięcie telefonu. Normalnie pewnie wcale by go nie usłyszał, ale tej nocy jego sen był dość płytki. Niechętnie przekręcił się na bok i sięgnął po swoją komórkę. Po tym jak wychylił się z pod kołdry, mocno zmrużył oczy i z trudem odczytał smsa. Choć suwak z jasnością był  przesunięty maksymalnie w lewo, światło wyświetlacza i tak mocno raziło go w oczy.

[Dlaczego nie ma cię w szkole?]

Dlaczego? No właśnie. Dlaczego nie ma go w szkole…

Nie wiedząc co odpisać, zamknął oczy. Chciał się nad tym chwilę zastanowić, ale nawet się nie zorientował, kiedy znowu zasnął. Po pięciu minutach obudziło go kolejne głośne piknięcie telefonu, a także i wibracja. Pobudka nie była przyjemna. Tsugaru mocno podskoczył, czując jak jego serce przyspiesza. Przestraszył się.

[Mieliśmy porozmawiać] – kolejna wiadomość od Psyche sprawiła, że blondyn przypomniał sobie, czemu wczoraj wieczorem specjalnie zapomniał o nastawieniu budzika. Okłamał też rodziców, że odwołano im pierwszą lekcję, żeby przypadkiem nie obudzili go przed pójściem do pracy tak jak wczoraj.

[Nie chcę rozmawiać] – odpisał szybko i wyciszył telefon. Odłożył go z powrotem na stolik. Zakrył się znowu kołdrą i próbował dalej spać, ignorując dwie lub trzy wibracje, które później usłyszał.

Obudził się dopiero kilka dobrych godzin później. Przetarł sobie oczy i po kilku minutach bezczynnego leżenia w końcu wyszedł z pokoju. Kiedy mył w łazience zęby, usłyszał dźwięk przekręcanego w zamku klucza.

Ze szczoteczką  w buzi, Tsugaru wychylił głowę z łazienki.

– Hej – mruknął.

Ściągający właśnie buty Kichirou, zmarszczył brwi. – Nie w szkole? – nie wyglądał na szczególnie przejętego, ale z całą pewnością nieobecność syna nie była mu obojętna.

Tsugaru wyciągnął z buzi szczoteczkę. – Zaspałem.

– Jest czternasta – mruknął jego tata, spoglądając na swój zegarek.

Blondyn odruchowo wzruszył ramionami. – Nie mogłem zasnąć do trzeciej.

Kichirou lekko rozchylił usta ze zdziwienia. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale jeśli Tsugaru naprawdę poszedł spać tak późno (lub wcześnie? – zależy jak na to spojrzeć), to nawet i lepiej, że się wyspał, zamiast pójść do szkoły jak zombie.

– Co robiłeś tak długo? – spytał z niedowierzaniem. 

– Patrzyłem w sufit, ale potem zacząłem grzebać w Internecie.

– Mam ci na noc wyłączać wifi? Ile ty masz lat, skoro nie wiesz, że noc jest od spania? 

– To nie tak, że nie spałem, bo siedziałem w internecie..

Zmęczonemu pracą i nadal o niej myślącemu Kichirou wyraźnie trudno było zrozumieć Tsugaru.

– Więc jak? – spytał, nieco się niecierpliwiąc. Ściągnął już swoją marynarkę i właśnie luzować krawat. Chwilę później zaczął czegoś szukać w swojej teczce. 

– No właśnie mówię, że odwrotnie. Siedziałem w Internecie, bo nie mogłem spać. Chciałem się tym trochę zmęczyć.

– Mmm.. no dobra, ok – powiedział, nie chcąc już dalej drążyć tematu. Jeśli Tsugaru tak mówił, to tak było. Nie miał powodu, aby mu nie ufać. – Zeskanuj mi to na mojego laptopa, a ja zrobię coś do jedzenia, ok? – spytał, podając synowi kilka kartek. – Umieram z głodu.. 

Tsugaru skinął głową. – Zapisać w pdf-ie?

– Mhm, na pulpicie – po powiedzeniu tego, Kichirou położył teczkę w przedpokoju i zniknął w kuchni.

Blondyn natomiast włożył szczoteczkę znowu do buzi i dokończył mycie zębów. Kiedy wziął już z teczki taty laptopa i podłączył go do skanera przy biurku w salonie, z kuchni zaczęły dobiegać ładne zapachy. Lekko się do siebie uśmiechnął, starając się odgadnąć, co takiego robi jego tata. Stawiał na naleśniki.

– Kiedy wróci mama?! – zapytał na tyle głośno, aby usłyszał go tata.

– Mówiła, że po pracy pojedzie do babci – Kichirou nie musiał podnosić głosu, ponieważ nieco wychylił się z kuchni.

– Mmm… – mruknął cicho Tsugaru, przekładając kartki.

Gdy skończył, obiad był już gotowy i tata zawołał go do kuchni. Nie mylił się. Naleśniki.

– Jedna z niewielu rzeczy, których twoja mama nie robi lepiej ode mnie – mruknął z dumą Kichirou.

Tsugaru słabo się uśmiechnął. Nie miał żadnej odpowiedzi, więc tylko zajął miejsce przy stole i zaczął smarować swojego naleśnika miodem. Po jakimś czasie zorientował się, że tata trochę dziwnie na niego spoglądał, więc lekko uniósł w górę brew.

– No co? – spytał.

– Nic, nic.. – opowiedział szybko Kichirou. – Tylko… 

– No to nic czy jednać coś? – jeden z kącików ust Tsugaru lekko uniósł się w górę. 

– Oj, nie czepiaj się – wywrócił oczami tata, ale mimo to sam się uśmiechnął. – Chodzi mi o to, że.. – uśmiech znikł. – Jakoś tak nieciekawie wyglądasz.

Tsugaru nie wiedział, jakiej odpowiedzi oczekiwał jego tata. Nieświadomie lekko zmrużył oczy.

– Dobrze się czujesz?

Blondyn słabo westchnął i pokiwał głową, choć tak naprawdę było to kłamstwem. – Na pewno lepiej niż wcześniej.

– Hmm.. no tak – Kichirou się uśmiechnął. – To dobrze.

***

– Nie wyglądasz najlepiej – stwierdził Akabayashi, tak jak ostatnio, stawiając przed Tsugaru ciepłą herbatę. Zajął swoje miejsce przy biurku i przez chwilę uważnie przyglądał się blondynowi.

– Nie czuję się też najlepiej.

– Źle spałeś? – spytał, spoglądając przy tym na drobne sińce pod jego oczami. 

– Też – blondyn skinął głową.

– „Też” czyli, że to nie jedyny powód?

– Nie mam apetytu, czuję się gorzej, robię rzeczy, których nie rozumiem… – Tsugaru wymusił uśmiech, który wyglądał dość smutno i pokręcił głową na boki. – Wszystko psuję.

– Czyli działasz pod wpływem emocji?

– Chyba tak..

– No dobra, czyli coś zepsułeś – westchnął rudzielec i nieco odchylił się na krześle. Jego plecy zetknęły się z oparciem. – Opowiadaj.

– Bo.. Psyche… on jest…

– Twój chłopak?

Tsugaru nieco szerzej otworzył oczy.

– Uznam to za tak – Akabayashi uśmiechnął się wyrozumiale. – Wydaję mi się, że gdybym tego nie powiedział, to dalej nieudolnie udawałbyś, że to tylko przyjaciel.

Gdyby miał lepszy humor, Tsugaru prawdopodobnie by się zarumienił.

– Właściwie to nie wiem czy nadal jest moim chłopakiem, bo powiedziałem mu, że chcę przerwy..

– Przerwa to jeszcze nie koniec, nie? Nadal jest twoim chłopakiem, nie martw się o to – Akabayashi uśmiechnął się lekko, wyraźnie chcąc go tym samym pocieszyć. – A dlaczego chciałeś przerwy?

– Nie wiem… – Tsugaru pokręcił głową na boki.

– Na pewno wiesz – mówiąc to, rudzielec wsparł swój podbródek na dłoni, łokieć opierając przy tym o blat biurka. – Tylko pewnie nie chcesz powiedzieć. Ostatnio mówiłeś, żeee.. – Akabayashi zerknął do swoich notatek. – Że jesteś na siebie zły, bo udziela mu się twój zły humor i chyba go wykorzystujesz. Rozważałeś też odcięcie się od niego, ale doszedłeś do wniosku, że za bardzo byś go tym zranił. Doszliśmy razem do wniosku, że samotność źle na ciebie wpływa, a towarzystwo Psyche dobrze. Więc skąd ci przyszło do głowy tak nagłe odcięcie się od niego?

Tsugaru wyraźnie się spiął, gdy to usłyszał. – Pan zapisuje to, co mówię? – spytał, nagle czując się z tą myślą bardzo niekomfortowo.

– Nie wszystko – Akabayashi wzruszył ramionami. – Tylko to, co wydaje mi się ważnym. W końcu mam pomóc ci poukładać myśli, a nie jestem w stanie wszystkiego spamiętać, co nie?

– N.. N-no tak… – mruknął Tsugaru. Nie do końca mu to odpowiadało, ale miało sens, więc się nie sprzeciwiał.

– Wracając do tematu… wtedy mówiłeś, że nie odsuniesz go od siebie, bo za bardzo byś go tym zranił, ale jednak postanowiłeś to zrobić. Dlaczego? Chcesz sobie udowodnić, że jesteś sobie w stanie poradzić bez niego czy jest jakiś inny powód?

Tsugaru zacisnął dłonie na materiale swoich spodni. Nie podobało mu się to, jak trafne były pytania jego psychologa. Zdecydowanie bardziej podobało mu się unikanie wszystkich niewygodnych tematów, choć doskonale wiedział, że donikąd by go to nie doprowadziło.

– Spytam inaczej… – Akabayashi przestał opierać podbródek na dłoni. – Jak w przeciągu kilku ostatnich dni czułeś się przy Psyche? 

– To znaczy?

– Opisz jednym słowem.

Tsugaru zmarszczył brwi. Tego typu sprecyzowanie pytania wcale nie pomogło mu w zrozumieniu go. Zastanowił się przez chwilę, mimo wszystko próbując znaleźć jakąś odpowiedzieć.

– Przytłoczony – powiedział w końcu.

– Czym?

Kolejne trudne pytanie.

Dlaczego niby musiał mieć na wszystko odpowiedź?

– Nim.

– Dokładniej?

Tsugaru jeszcze bardziej zacisnął swoje dłonie. Akabayashiemu to nie umknęło. Właściwie to każdy zauważyłby jak spięty był blondyn. Nie trzeba było być specjalistą, aby to stwierdzić.

– Na co jesteś zły? – spytał wprost rudzielec.

– Na te wszystkie pytania – w końcu jakaś odpowiedź, z której udzieleniem nie miał problemu.

– Co cię w nich denerwuje? – jak na złość, Akabayashi zadał jeszcze jedno pytanie. Zupełnie jak Psyche.

Niebieskooki przez chwilę nie odpowiadał, po czym słabo się uśmiechnął. – Muszę myśleć, żeby na nie odpowiedzieć.

– Dwa plus dwa?

– Cztery – Tsugaru zmarszczył brwi, wyraźnie nie rozumiejąc, o co chodzi.

– Dwa razy dziewięć?

– …Osiemnaście.

– Ulubiony kolor Psyche?

– Różowy.

– Masz jakieś zwierzę?

– Rybki… – Tsugaru dalej nie rozumiał, ale mimo to automatycznie udzielał odpowiedzi. Liczył na to, żę Akabayashi za chwilę wszystko mu wyjaśni.

– Ile rybek?

Raz.. dwa… nie, zaraz… z imionami będzie łatwiej.. Cheru, Rubi, Binki, Dory, Żółtek… Nemo.. nie, zaraz, bez Nemo. Nemo już nie ma.

– Pięć? – powiedział w końcu. – Chyba pięć..

Akabayashi słabo się uśmiechnął i zaczął przewracać w dłoni swój długopis. – Widzisz jakąś różnicę pomiędzy tymi pytaniami, a tamtymi?

– Umm.. te są proste.

– Bo nie dotyczą one ani ciebie, ani twoich uczuć – wyjaśnił rudzielec. – Ale jesteś tu właśnie po to, żeby to wszystko zrozumieć i sobie poukładać, więc choć tych pytań nie lubisz, to musimy o tym rozmawiać, rozumiesz? Wtedy… cóż, miejmy nadzieję, że będziesz umiał na wszystko odpowiedzieć z taką samą łatwością jak na „dwa plus dwa”.

Tsugaru powoli skinął głową. Spojrzał na swoje dłonie, które do niedawna jeszcze mocno zaciskał w pięści. Ciężko westchnął.

– Więc.. – zaczął znowu Akabayashi. – Co dokładnie przytłacza cię w Psyche?

– Zadaje dużo pytań i cały czas jest szczęśliwy.

– Zazdrościsz mu dobrego humoru?

Tsugaru lekko przygryzł dolną wargę. Nie był pewien. Rzadko kiedy był zazdrosny.

– Chyba nie.

– Czyli nie jesteś pewien..

– No bo.. – wziął głęboki oddech. – To te różnice między nami są takie przytłaczające… Strasznie do siebie nie pasujemy.

– Nie?

– Nie.

– Dlaczego?

Nie wiedząc już jak sobie poradzić, Tsugaru opadł na oparcie fotela, na którym siedział. Jego głowa była odchylona w tył i przez chwilę w ciszy wpatrywał się w sufit. Akabayashi milczał. Cierpliwie czekał na odpowiedź, która nigdy nie miała nadejść.

– Nie chcę już dzisiaj odpowiadać na żadne pytania – powiedział w końcu blondyn.

Przez dalsze wlepianie oczu w sufit nie był w stanie zobaczyć reakcji rudzielca. Usłyszał tylko jego odpowiedź.

– A co chcesz robić przez następne pół godziny? – po kilkunastu sekundach milczenia ze strony Tsugaru, Akabyashi cicho się zaśmiał. – Wybacz, właśnie sobie uświadomiłem, że to też pytanie.

– Niech mi pan coś opowie. – mruknął w końcu Tsugaru, zamykając przy tym oczy.

– Bajkę? – zdziwiony psycholog, jak na złość, zadał kolejne pytanie. – Hm.. ok. – rudzielec podrapał się po głowie, chwilę później jednak się uśmiechnął i poprawił nieco okulary. – Wyobraź sobie, jak chłopak w twoim wieku siedzi sobie w pokoju i zastanawia się czy zrobił coś złego. Coś, przez co osoba, na której bardzo mu zależy, mogłaby się na niego obrazić. Może zrobił coś nie tak? Może coś przeoczył? A może po prostu ta osoba go nie lubi? – kiedy Akabyashi zauważył, że przyciągnął uwagę blondyna i ten uważnie mu się przygląda, lekko się uśmiechnął. – Nigdy go nie lubiła i tak naprawdę nigdy jej na nim nie zależało? Co jeśli temu komuś nigdy nie zależało tak bardzo jak jemu?

– Psyche wcale tak nie myśli.

– Skąd ta pewność?

Tsugaru powstrzymał się przed wywróceniem oczami. – Znowu zadał pan pytanie – mimo to postanowił na nie odpowiedzieć. – A Psyche wie, że mi na nim zależy.

– Twoje zachowanie wskazuje na coś zupełnie innego – Akabayashi pokręcił głową. – Wiesz, ludzie nie czytają ci w myślach. Powiedziałeś, że nie chcesz go przez jakiś czas widywać. Najprostszy wniosek jest taki, że coś ci w nim odpowiada.

– Ale tak nie jest! – Tsugaru zaczynał mieć już dość tej rozmowy.


– Więc mu o tym powiedz. Skoro tak nie jest, to wyjaśnij mu, jak jest naprawdę.

~~~~~~~~~~~~~
Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że 13 to pechowa liczba xD

Będzie ktoś na Bykonie w Bydgoszczy? Bikoz ges łot, biczys? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ja bendem. 
( ͡° ͜ʖ ͡°)

sobota, 29 października 2016

Durarara!! "Rybki" – rozdział 12


Rozdział 12

Pukanie, a mówiąc dokładniej to dwa lekkie uderzenia piąstki Namiko o drzwi, sprawiły, że chłopak podniósł wzrok znad czytanej przez siebie mangi.

– Tsugaru? – nie czekając na odpowiedź, lekko uchyliła i tak już otwarte drzwi. Zajrzała do środka. Wyraz jej twarzy nieco się rozweselił, gdy zobaczyła, że blondyn czyta. – Kupiłeś sobie mangę? – spytała.

– Psyche mi pożyczył.

– Ciekawe? 

– Właściwie to czytam to tylko ze względu na niego – przyznał szczerze blondyn. – Powiedział, że mu się podobało, więc chyba ciekawe.

Namiko niepewnie mruknęła coś na znak, że rozumie, choć tak naprawdę nie rozumiała. Tego typu brak entuzjazmu był jej obcy, więc niekoniecznie potrafiła utożsamić się ze swoim synem. Ona na jego miejscu byłaby nieco bardziej podekscytowana.

– Przyszłam spytać, co chcesz na obiad – powiedziała w końcu, dopiero po chwili przypominając sobie, że po coś tu jednak przyszła.

Blondyn tylko wzruszył ramionami. Najwyraźniej było mu to tak samo obojętne, jak czytana właśnie manga.

– Nie masz na nic szczególnego ochoty? 

Kiedy jej syn pokręcił głową na boki, Namiko westchnęła z rezygnacją. 

– To zrobię spaghetti – zdecydowała, doskonale wiedząc, że to ulubione danie blondyna.

Oczywiście po wyjaśnieniu sprawy obiadu mogłaby już sobie iść, jednak z jakiegoś powodu – całkiem możliwe, że był to jej matczyny instynkt – przeszła przez próg pokoju Tsugaru i nieco się rozejrzała. Coś jej nie pasowało. Na początku nie potrafiła tak dokładnie określić co, ale po chwili jej wzrok zatrzymał się na akwarium, którego czarna pokrywa nie była tak dokładnie czarna.

– Tsugaru, kiedy ostatnio odkurzałeś?

Blondyn odrobinę zmrużył oczy, wyraźnie się przy tym zastanawiając – Nie pamiętam – powiedział w końcu.

Namiko pokręciła głową i podeszła do okna, żeby je otworzyć. – Nie możesz oddychać takim powietrzem, Tsugaru.. – mruknęła, wyraźnie niezadowolona. – Musisz tu posprzątać, dalej, wstawaj. Pościeli też pewnie dawno nie zmieniałeś, co? – mówiąc to, zaczęła rozpinać poszewkę od jego poduszki. – Pomogę ci trochę, leć po ścierkę.

Mówiąc to wszystko, brzmiała trochę jak swój własny tata, przez co nieco zmarszczyła brwi. Chcąc wyrzucić sobie tę myśl z głowy, zerknęła na swojego syna, który właśnie wychodził z pokoju. Chwilę później – gdy Namiko ściągnęła już pościel oraz prześcieradło – wrócił i zaczął ścierać z półek kurze, niczego przy tym nie mówiąc.

Namiko trochę ta cisza niepokoiła. Nie chciała przecież, aby Tsugaru pomyślał sobie, że rozkazuje mu tak, bo jest złośliwa. Robiła to przecież dla jego dobra i nawet mu pomagała, bo chciała, aby przebywał w czystym otoczeniu i dobrze się w nim czuł.

– Zawsze przecież miałeś posprzątane.. – mruknęła w zastanowieniu. Nie była przyzwyczajona do tego typu sytuacji. Zwykle nie musiała Tsugaru niczego nie mówić, bo sam dobrze wiedział o tym, że musi zajmować się takimi rzeczami.

Blondyn jedynie spuścił w odpowiedzi głowę i zacisnął usta w wąską linię. W dalszym ciągu bez słowa ścierał z mebli kurz. 

Nie wiedząc, co jeszcze mogłaby powiedzieć, Namiko wyszła z pościelą z pokoju. Chwilę później wróciła z nową, świeżo wypraną i zaczęła ją zakładać, nieco martwiąc się przy tym o syna. Cisza zaczynała się robić nieco niezręczna.

Oczywiście nie była głupia i domyślała się, co było powodem zaniedbywania przez niego obowiązków. Na samą myśl o tym na jak wiele aspektów życia Tsugaru wpływa depresja, poczuła jak coś ściska ją w żołądku. Zdecydowanie bardziej wolałaby, aby bałagan w jego pokoju był wynikiem lenistwa.

*** 

Szkoła…

Rozpoczęcie roku za dwa dni. 

Tsugaru niekoniecznie cieszyło myślenie o tym. Sam nie wiedział czemu tak dokładnie, ale w przeciwieństwie do Psyche jakoś nie za bardzo ekscytował się kupowaniem nowych długopisów i zeszytów. Głównie dlatego, gdy przedwczoraj był z nim na zakupach, nieszczególnie interesowały go wybierane przez Psyche przybory. Na większość pytań typu „Może być?”, odpowiadał „Wszystko jedno”. Nie zgodził się tylko na zeszyt z Barbie, który Psyche pokazał mu bardziej po to, aby sprawdzić czy Tsugaru potrafi w ogóle jakoś inaczej zareagować.

– Tsugaru?

Blondyn oderwał wzrok od okna. Spojrzał na postawioną przed nim herbatę, a później na siadającego na swoim wcześniejszym miejscu przy biurku rudego mężczyznę.

– Pytałem co ze szkołą.

Blondyn lekko zmarszczył brwi i znowu spuścił wzrok na filiżankę z herbatą. Akabayashi-san dopiero ją przygotował, więc była jeszcze za gorąca.

– Nie wiem – wzruszył ramionami.

Psycholog Tsugaru w zastanowieniu postukał swoją laską o ziemię, po czym spytał. – Chodzi mi o to czy się nią jakoś denerwujesz – sprecyzował.

Nieco pomogło to blondynowi w udzieleniu konkretniejszej odpowiedzi. Pokręcił głową na boki.

– Jestem tylko trochę niezadowolony, że będę musiał wcześnie wstawać.

Akabayashi cicho się zaśmiał, gdy to usłyszał. Po chwili zastanowienia, dodał. – Wiesz, prawdopodobnie powinienem kazać ci coś narysować i starać się to zanalizować albo zadać jakieś inne z pozoru nic nie znaczące pytanie, ale mi się nie chce.

Tsugaru nieco to zdziwiło.

– Bo w gruncie rzeczy jesteś już prawie dorosły i sam wcześniej mówiłeś, że chcesz czuć się lepiej, tak?

Skinął głową.

– W takim razie mogę założyć, że na zadawane wprost pytania będziesz odpowiadał szczerze? – po chwili ciszy Akabayashi dodał. – No chyba, że chcesz rysować.

Blondyn się przez to zaśmiał i pokręcił głową na boki. – Może być, ale nie gwarantuję, że odpowiem na wszystko.

Psycholog wzruszył ramionami. – „Nie wiem” lub „Nie chcę odpowiadać” to też jakaś odpowiedź.

Tsugaru przez chwilę czekał na jakieś pytanie, ale gdy żadnego nie usłyszał, postanowił posłodzić swoją herbatę. Gdy mieszał w niej łyżeczką, Akabayashi wreszcie spytał. – Gorsze dla ciebie byłoby przebywanie wśród dużej ilości ludzi, których nie znasz czy siedzenie samemu w pokoju?

– To pierwsze – blondyn odpowiedział bez zastanowienia.

– A która z tych rzeczy mocniej wpływa na twój nastrój?

Filiżanka wciąż za gorącej do picia herbaty zatrzymała się tuż przy ustach blondyna. Spojrzał on z lekkim zaskoczeniem na siedzącego na przeciwko mężczyznę.

– Ta druga – odpowiedział po chwili, choć tak naprawdę to wcale nie potrzebował czasu na zastanowienie się.

– Negatywnie czy pozytywnie?

Filiżanka powędrowała z powrotem na talerzyk. Tsugaru zrezygnował z napicia się – tym samym nieświadomie ratując swój język przed poparzeniem – i ją odstawił.

– Czyli to moja wina, że źle się czuję? Bo siedzę sam w pokoju?

Blondyn nieco zmarszczył brwi, jednak Akabayashi tylko cicho się przez to zaśmiał.

– Nie zrozum mnie źle, nie mówię, że to twoja wina. W końcu to nie wyjaśniałoby czemu mimo wszystko jest ci smutno, gdy przebywasz z innymi. Chodzi mi po prostu o to, że z pomiędzy tych dwóch sytuacji… to znaczy czucia się źle przy kimś i czucia się źle będąc samemu.. gorsza jest dla ciebie ta druga opcja, bo zaczynasz wtedy krążyć myślami wszędzie i nigdzie, przez co wcale sobie nie pomagasz, co nie?

Tsugaru skinął głową. Słowa Akabayashiego potwierdzał tylko fakt, że blondyn zdecydowanie poczuł się lepiej, kiedy podczas jednego z ataków paniki zadzwonił do Psyche. Co prawda był to środek nocy, ale brunet wyraźnie cieszył się wtedy, że był w stanie mu pomóc. Tak samo jak i Tsugaru robiło się lepiej, gdy Psyche postanowił przynieść mu swoje zeszyty z lekcjami i przez jakiś czas leżeli razem w łóżku.

– Czyli lepiej z kimś w takich chwilach rozmawiać – mruknął bardziej do siebie. – To już w sumie wiem, ale pan pytał o dużą ilość obcych ludzi. Z obcymi nie jest tak jak z bliskimi.

Akabayashi lekko się uśmiechnął i podszedł do okna. – A o kim dokładnie myślisz, mówiąc o bliskich? Bo doskonale wiem, że przed rodzicami do niedawna wszystko ukrywałeś.

Tsugaru poczuł lekkie pieczenie w okolicach policzków. Miał wrażenie, że Akabayashi od początku dążył do zadania tego pytania. – O osobie, przez którą tu jestem.

– Przez którą czy dzięki której?

– Dzięki której.

– Czyli jesteś temu komuś wdzięczny za pomoc? – Akabayashi oderwał wzrok od znajdującej się za oknem ulicy i kątem oka zerknął na Tsugaru.

Blondyn skinął głową. – Bardzo.

Rudy mężczyzna słabo się przez to uśmiechnął. Najwyraźniej o czymś sobie pomyślał, choć Tsugaru nie był w stanie się domyśleć, o co mogło chodzić.

– Kim dokładnie jest dla ciebie ta osoba?

Blondyn już rozchylił usta, odruchowo chcąc udzielić odpowiedzi bez zastanowienia, ale dość szybko zamknął buzię. Nie chciał mówić prawdy. 

– Przyjacielem – powiedział w końcu.

– Mmm – Akabayashi cicho mruknął w odpowiedzi. – I ten przyjaciel zwykle ci pomaga, tak?

Tsugaru skinął głową.

– Ale wcześniej mówiłeś, że nie masz przyjaciół.

Coś ścisnęło go w brzuchu, gdy to usłyszał. Cóż, przyjaciół może i nie miał, ale miał chłopaka, który był dla niego kimś więcej. Tsugaru nieprzyjemnie się spiął, dochodząc do wniosku, że kłamstwo naprawdę ma krótkie nogi. Mimo wszystko nie chciał się przyznawać do prawdy. Wolał zatrzymać fakt bycia z Psyche dla siebie. W końcu dotyczyło to tylko ich i nie do końca wiedział jak zareaguje Akabayashi-san, gdy usłyszy, że jego pacjent płci męskiej ma chłopaka. Tsugaru wolałby, żeby nie zostało to potraktowane jak coś, co też trzeba leczyć. W końcu różni ludzie różnie reagowali.

– No dobrze, nie musisz odpowiadać – Akabayashi postanowił odpuścić. Prawdopodobnie zorientował się, że jego pytanie nieco zakłopotało blondyna. – No a… mówiłeś, że twoje samopoczucie zaczęło się stopniowo pogarszać od początku liceum, tak? – zadając to pytanie, podszedł do biurka i sprawdził coś w karcie swojego pacjenta. Najwyraźniej upewniał się odnośnie tego, co właśnie powiedział.

– Mhm.

– Mógłbyś spróbować to sobie jakoś wyobrazić? Tak wizualnie? Na przykład gdybyś miał rozrysować swoje samopoczucie na wykresie.

Blondyn nieco zmarszczył brwi.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że może to być dla ciebie trudne – Akabayashi mówiąc to, ponownie zajął swoje miejsce przy biurku i napił się swojej kawy. – W końcu depresja częściowo wpływa na odczuwanie czasu. Wszystkie dni są do siebie zaskakująco podobne i zlewają się w jedną wielką niekształtną masę… tak to mniej więcej odczuwasz? 

Tsugaru w zamyśleniu przygryzł wargę. Miał wrażenie, że jego odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna, więc chciał ją dokładnie przemyśleć. Na szczęście jego psycholog był bardzo cierpliwy.

– Do pewnego czasu tak było – powiedział w końcu. – Wtedy mniej więcej wykres był cały czas na dole, ale kiedy zacząłem się zadawać z Psyche… to znaczy z tym przyjacielem, o którym mówiłem… to trochę się uniósł.

– I teraz odczuwasz to nieco inaczej?

Tsugaru skinął głową, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że kąciki jego ust unoszą się w górę. – Teraz prawie codziennie robimy coś razem, więc każdy dzień jest inny i… i czuję się przez niego lepiej, ale.. – na jego twarzy pojawiło się zagubienie, a uśmiech zmalał. – Nie do końca wiem, jak to powiedzieć.. – przyznał szczerze, patrząc na mężczyznę przed sobą tak, jakby ten był w stanie mu jakoś pomóc w ułożeniu odpowiedniego zdania.

– „Ale”… – Akabayashi cicho powtórzył i krótko się zaśmiał. – Czyli coś nadal jest nie tak. W końcu inaczej by cię tu nie było.

Blondyn jeszcze raz pokiwał głową na tak.

– Zastanów się co chcesz powiedzieć, ja poczekam.

Tsugaru zacisnął usta w wąską linię i wbił wzrok w swoją herbatę. Teraz nie była już gorąca, więc napił się jej, biorąc nieco większe łyki niż normalnie. Kiedy zerknął na Akabayashiego, zorientował się, że ten wcale na niego nie patrzy, tylko rysuje coś w notatniku. Był mu za to wdzięczny. Prawdopodobnie gdyby rudzielec po prostu wyczekiwał odpowiedzi, patrząc przy tym na niego, to Tsugaru nie udałoby się niczego wymyślić, bo za bardzo przejmowałby się faktem, że ktoś uważnie go obserwuje.

– Bo… – zaczął bardzo niepewnie, cały czas wpatrując się przy tym w trzymaną przez siebie filiżankę. Ze zdenerwowania miał zimne dłonie, więc starał się jakoś je w ten sposób ugrzać. – Teraz to jest tak, że czuję na zmianę smutek i szczęście, a czasem… czasem to po prostu niczego nie czuję – na jego usta wkradł się przygaszony uśmiech. – I jak tak teraz o tym myślę, to przytłacza mnie to o wiele bardziej niż czucie się źle cały czas. To tak jakbym… dawał sobie i Psyche nadzieję na to, że jest ze mną lepiej, ale później przychodzi taki jeden lub dwa gorsze dni i po pro-..ostu… 

Tsugaru zorientował się, że oczy zaszły mu łzami dopiero wtedy, gdy załamał mu się głos.

– Jestem… jestem na siebie zły, bo wpływam też na nastrój Psyche.

– Pozytywnie i negatywnie, tak?

Blondyn lekko skinął głową, w pewnym sensie ciesząc się z tego, że jego psycholog znowu zaczął się odzywać.

– Ale gdybym się od niego odciął, to za bardzo bym go zranił.

– I by ci się pogorszyło – dodał Akabayashi. – Bo przecież powiedziałeś, że to dzięki niemu zacząłeś czuć się lepiej.

Nie wiedząc co odpowiedzieć, Tsugaru skinął głową.

– Zaprosił mnie dzisiaj do siebie na noc i nie za bardzo chcę do niego iść.

– Gorszy dzień, hm? – domyślił się rudzielec. W dalszym ciągu siedział przy swoim biurku, jednak teraz postanowił nieco pochylić się w przód i oprzeć podbródek na rączce od swojej laski, którą cały czas trzymał. – No, na pewno gorszy niż tydzień temu, bo gdy się wtedy widzieliśmy byłeś zdecydowanie mniej przybity.

Tsugaru słabo się uśmiechnął, gdy to usłyszał. – Bo tamtego dnia się z nim widziałem  – wyjaśnił, powstrzymując cichy śmiech. – Naprawdę poprawia mi on humor, ale mam wrażenie, że go wykorzystuję.

– Gdybyś naprawdę go wykorzystywał, to chyba nie czułbyś się z tym źle, co? Większość wykorzystujących kogoś osób jakie znam jest z siebie raczej zadowolona.

Blondyn postanowił w końcu spojrzeć na Akabayashiego. Przez chwilę na siebie patrzyli. Tsugaru przez ten czas przygryzał swoją dolną wargę i ganił się w myślach za to, że nie potrafi powstrzymać szklenia się swoich oczu.

– Jestem żałosny.. – powiedział w końcu, z trudem panując przy tym nad swoim głosem.

Mimo że odwrócił wzrok w bok, Tsugaru i tak kątem oka zauważył pojawiającą się między brwiami Akabayashiego zmarszczkę.

– Dlaczego?

– B-bo prawie beczę.

– Prawie – głos rudzielca był dość pogodny, gdy to mówił. – Ale tak właściwie to w płakaniu nie ma niczego złego. Jest to zdecydowanie lepsze od tłumienia w sobie emocji – wzruszył ramionami i wyprostował się, opierając swoją laskę o biurko i na moment o niej zapominając. – No bo kto niby powiedział, że nie powinno się płakać?

Tsugaru cicho się zaśmiał, szybko ścierając powoli wypływające mu z oczu łzy. – Ja?

Akabayashi też słabo się uśmiechnął. – A jak twoje leki? – postanowił zmienić trochę temat. Głównie po to, żeby chociaż na chwilę odciągnąć Tsugaru od tematów, które doprowadzały go do łez. – Mówiłeś, że Shiki-san coś ci zapisał. Bierzesz je?

Blondyn lekko zmarszczył brwi, dopiero po chwili przypominając sobie, że Shiki to nazwisko jego psychiatry. Póki co widział się z nim tylko raz, więc nic w tym dziwnego, że słabo go pamiętał.

– Biorę, ale nie działają.

Akabayashi pokręcił z rozbawieniem głową i zajrzał do swojej karty, żeby przeczytać, co dokładnie bierze jego pacjent. – Bierzesz je jeszcze za krótko. Zaczną działać za trzy lub cztery tygodnie. Prawdopodobnie pomogą ci się skupić, lepiej spać, poczujesz się trochę lepiej… ale nie gwarantuję, że dużo lepiej. Sporo też zależy od ciebie.

– Dlaczego Shiki-san mi tego nie powiedział? – Tsugaru nie do końca rozumiał. Wydawało mu się, że informacji o lekach powinna mu udzielić zapisująca je osoba. Albo ulotka. Ale Tsugaru nie wpadł na to, żeby ją przeczytać.

– Bo ja jestem milszy.

Blondyn cicho się zaśmiał, gdy to usłyszał. W sumie to nie zaprzeczał, jego psychiatra wyglądał dość… Tsugaru nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa, ale chyba trochę się go bał. Kojarzył mu się z yakuzą. Prawdopodobnie logiczniejszym byłoby banie się Akabayashiego, którego oko przecinała dość nieciekawa blizna, ale – w przeciwieństwie do Shikiego – rudzielec mimo wszystko wyglądał naprawdę bardzo sympatycznie. Prawdopodobnie uśmiech odgrywał tu kluczową rolę.

– No dobra, ważne, że nie zapominasz o braniu ich – westchnął Akabayashi. – Niedługo kończymy, masz jakieś pytania?

Tak, miał jedno. Tylko jedno, ale nie był do końca przekonany czy na pewno chce je zadać. Koniec końców postanowił się nad tym dłużej nie zastanawiać i spytał. – Dlaczego nie mogę czuć się dobrze, skoro chcę i się staram?

Akabayashi przez chwilę nie odpowiadał. Po tym jak podsunął sobie okulary, powiedział. – A dlaczego masz depresję, skoro tak naprawdę nie masz ku temu powodu?

– Bo.. – Tsugaru wyraźnie nie zrozumiał, że było to pytanie retoryczne. – Bo coś chemicznego się nie zgadza w mojej głowie, tak? Tak mówił Shiki-san.

– Na pewno ubrał to w słowa lepiej niż ty – zaśmiał się rudzielec. – Ale tak, dokładnie dlatego masz depresję i dlatego źle się czujesz.

– I to mają naprawić leki – mruknął Tsugaru. – To dlaczego nie może mi pan zagwarantować, że będę się po nich czuć lepiej?

Akabayashi słabo się uśmiechnął. – Bo wiesz, Tsugaru, depresja jest trochę jak nałóg. Jak już się do niej przyzwyczaisz, to potem bardzo trudno jest poradzić sobie bez niej. Zaczynasz mieć wrażenie, że jej potrzebujesz, choć sam doskonale wiesz, że tak nie jest… wydaje ci się, że bez niej jesteś niczym, że jest ona twoją cechą charakteru i nie jesteś w stanie się jej pozbyć.. każdy opisuje to inaczej. Ktoś nawet kiedyś powiedział mi, że to jak z uzależnieniem od narkotyków. Tak długo jak nic nie bierzesz, wszystko jest okej, ale wystarczy tylko jedna działka, żeby zniszczyć lata ciężkiej pracy.

– Narkotyki to w tej metaforze…? – Tsugaru nie do końca rozumiał.

– Na przykład przykre wydarzenia – rudzielec ściągnął swoje okulary i przez chwilę trzymał je w dłoniach, leniwie nimi obracając. Prawdopodobnie sprawdzał czy szkła są czyste. – Musisz być przygotowany na to, że nawet jak ci się polepszy, to będziesz o wiele wrażliwszy niż inni.

Nie wiedząc jak inaczej zareagować, Tsugaru tylko cicho westchnął.

– Ale staraj się o tym nie myśleć. Na chwilę obecną nie jest to dla ciebie aż tak istotne. Będziemy się tym martwić później.

Chwilę później obaj usłyszeli piknięcie telefonu Tsugaru.

– Tata podjechał? – spytał Akabayashi. Wsunął okulary z powrotem na nos.

– Dzisiaj mama – poprawił go blondyn.

– W takim razie do zobaczenia za tydzień?
Tsugaru skinął głową. Po odpisaniu mamie, wstał ze swojego dotychczasowego miejsca i pożegnał się ze swoim psychologiem. 

Już miał wyjść z gabinetu, ale Akabayashi chciał mu coś jeszcze powiedzieć.

– Aha, i idź dzisiaj do Psyche. Skoro masz zły dzień, to przyda ci się towarzystwo.

Blondyn słabo się uśmiechnął, gdy to usłyszał.

***

– A torba? – Psyche zadał to pytanie, gdy Tsugaru ściągał buty. W końcu umówili się, że blondyn zostanie na noc, więc powinien sobie wziąć jakieś ubrania na przebranie i szczoteczkę, no nie?

– Nie mogę zostać na noc.

Brunet nieświadomie zmarszczył brwi, gdy to usłyszał. – Ale mówiłeś, że… – urwał. – Pewnie coś ważnego, hm? – nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że sam właśnie, nie czekając na jego odpowiedź, usprawiedliwił Tsugaru.

– Mhm.

– A co? – zadał to pytanie głównie z ciekawości. Starał się przy tym złapać nie dającą blondynowi spokoju Chikę, więc nie był w stanie zauważyć, że ten nieco się spiął.

– Pobranie krwi.

– Aa, rano.. – skinął głową na znak, że rozumie. Wziął psa na ręce i poszedł do swojego pokoju. Tsugaru oczywiście razem z nim. – Myślałem sobie, że moglibyśmy razem pograć w grę. Tata mi wczoraj kupił. Jeszcze w nią nie grałem, bo czekałem na ciebie – mówiąc to, brunet położył psa na łóżku i wziął z biurka pudełko, żeby pokazać je swojemu chłopakowi. – Chciałbyś zagrać?

– Możemy – Tsugaru zajął miejsce na jednej z poduszek, które Psyche zawsze układał przed telewizorem do grania w gry.

– A chcesz coś do picia? 

Blondyn pokręcił głową.

– A do jedzenia? Kupiłem takie fajne żelki w kształcie rybek… 

– Może być – Tsugaru lekko się uśmiechnął, zgadzając się głównie dlatego, że brunet wyglądał jakby sam bardzo chciał ich spróbować.

– No to zaraz wracam, a ty możesz wszystko włączyć i w ogóle.. – Psyche podał blondynowi pudełko z grą i pilota, a sam wyszedł z pokoju.

Blondyn skinął głową i włączył telewizor oraz konsolę. Kiedy wkładał płytę do napędu, lekko się uśmiechnął. Zgadywał, że Psyche i tak mimo wszystko przyniesie coś do picia. Nie mylił się. Brunet przyszedł do pokoju z tacką, na której były dwie szklanki soku i miseczka pełna żelek pokrytych kwaśnym cukrem.

– Nie wiem gdzie masz drugi kontroler – Tsugaru lekko pomachał tym, który właśnie trzymał.

– Chyba w szafce.. 

Psyche postawił tackę na ziemi i usiadł na poduszce obok Tsugaru. Chwilę później nieco się nachylił i wyciągnął z szafki pod telewizorem kontroler. Na szczęście był naładowany.

– Czemu nie chciałeś wczoraj biegać? – brunet zadał to pytanie niby od niechcenia i włożył sobie do buzi dwie żelki na raz.

– Sprzątałem z mamą – wyjaśnił Tsugaru. – To znaczy najpierw sprzątaliśmy tylko mój pokój, ale tak jakoś wyszło, że pomogłem jej też w zajęciu się resztą domu i później nie miałem już siły, a musiałem jeszcze iść na wizytę…

Brunet skinął głową na znak, że rozumie i w dalszym ciągu z zainteresowaniem przyglądał się menu gry. W przeciwieństwie do Tsugaru, Psyche bardzo długo zastanawiał się nad wyborem postaci, tak samo jak i mocniej wczuwał się w fabułę. Spowodowało to między innymi jego duże rozczarowanie, gdy przegrali walkę z pierwszym bosem. Tsugaru natomiast tylko wzruszył ramionami, mówiąc, że może następnym razem im się uda, choć tak naprawdę było mu to wszystko jedno. Psyche doskonale o tym wiedział, dlatego doszedł do wniosku, że mogą zrobić sobie przerwę w graniu i wyłączył grę oraz konsolę. Nie wiedząc jaki kanał wybrać, dał Tsugaru pilota i położył mu się na kolanach, z nudów bawiąc się jego wolną dłonią.

– Kreskówki? – spytał z lekkim rozbawieniem, gdy zobaczył, że blondyn skacze po kanałach dla dzieci.

– Szukam SpongeBoba.

Psyche cicho się przez to zaśmiał i minimalnie przysunął dłoń Tsugaru do swojej twarzy, jednocześnie spoglądając przy tym na jej właściciela. Nie widząc żadnej reakcji, delikatnie go w nią pocałował. Blondyn spuścił przez to wzrok w dół, tym samym odrywając go od ekranu telewizora. Ich spojrzenia się ze sobą spotkały, przez co Psyche wesoło się uśmiechnął i jeszcze raz ucałował palce blondyna.

– O której musisz iść? – spytał z ciekawości, wyraźnie zastanawiając się ile jeszcze zostało mu czasu z Tsugaru. 

Odpowiedziało mu tylko delikatne wzruszenie ramionami. Blondyn wrócił do skakania po kanałach.

– Mhmm.. – mruknął bezmyślnie brunet. Brak zainteresowania Tsugaru zniechęcał go do angażowania się w rozmowę, więc w dalszym ciągu bez słowa bawił się jego dłonią, tylko od czasu do czasu spoglądając na telewizor.

– Może być to? – spytał w końcu blondyn.

Psyche zerknął na lecące w telewizji anime. – A czytałeś mangę ode mnie?

– Tylko pierwszy tom.

– No to w takim razie nie. To dla ciebie same spoilery – powiedział i zabrał swojemu chłopakowi pilota. 

Wcisnął byle jakie numery, a kiedy okazało się, że w lecącym na tym kanale filmie odgrywano właśnie scenę łóżkową, z zawstydzenia nieco mocniej ścisnął dłoń blondyna.

Postanowił wykorzystać tę sytuację i niepewnie zaproponował. – Możemy porobić to, co oni.. 

– Nie mam ochoty – tym razem to blondyn zabrał pilota i wyłączył telewizor.

Psyche nieco to zdziwiło. W żaden sposób nie skomentował tak szybkiego odrzucenia propozycji. Jedynie zacisnął usta w wąską linię i – puszczając przy tym dłoń Tsugaru – wysunął spod swojego łóżka jakieś pudełko.

– To może poukładamy puzzle? – zadając to pytanie, Psyche naprawdę starał się nie brzmieć na zranionego. Prawdopodobnie nie za dobrze mu to wyszło, ponieważ na twarzy swojego chłopaka zobaczył poczucie winy.

Ale… Tsugaru nie powinien czuć się źle z tym, że nie ma ochoty, prawda? W końcu nie ma w tym niczego złego. To wina Psyche. Niepotrzebnie tak się tym przejmuje. Nie powinien się przejmować, powinien… 

Ach, cholera.

Nie wiedział już, co myśleć.

Był zagubiony, bo – choć doskonale wiedział, co sam czuje do Tsugaru – to nie miał pojęcia czy blondyn odwzajemnia jego uczucia. 

Ciężko westchnął, marudząc coś o kawałku układanki, którego nie może znaleźć. Tak naprawdę to wcale nie było powodem jego westchnienia. Brunet słabo się uśmiechnął, gdy Tsugaru podsunął mu odpowiedni puzzel. 

– Trochę jakbyśmy byli dziećmi – mruknął bardziej do siebie.

– Ja tam lubię puzzle – blondyn delikatnie wzruszył ramionami.

– Mam taką dziwną ciocię, która zawsze kupuje mi na urodziny tego typu dziwne nieelektroniczne rzeczy – zaśmiał się cicho, choć trochę wymuszenie. Cała ta rozmowa wydawała mu się nieco niezręczna. – To od niej to dostałem, wiesz?

– Mhm..

Tsugaru delikatnie przygryzł w zamyśleniu dolną wargę i przyciągnął do siebie pudełko od puzzli. Najwyraźniej patrzeniem na obrazek skomplikowanego budynku chciał sobie jakoś pomóc w ułożeniu go.

Właściwie to Psyche nawet nie wiedział, czemu zaproponował puzzle. W porównaniu do Tsugaru układanie szło mu okropnie. Był zdecydowanie za mało cierpliwy na tego typu zabawy, w dodatku przez mętlik w głowie nie mógł się skupić. Mimo to cieszył się, że blondynowi się podobało.

Przez następne kilka minut ich rozmowy nie były jakoś szczególnie ambitne.

– Masz puzzel z tym niebieskim czymś?

– Ten chyba tu pasuje…

– Może ten?

– A ten?

– Nie, odwrotnie..

– O, tak.

Po pewnym jednak czasie Psyche znudziło się skupianie na układance i zaczął on po prostu przyglądać się zajętemu Tsugaru. Na widok zainteresowania na jego twarzy, brunet lekko się uśmiechnął. Wyglądało na to, że zwykłe puzzle satysfakcjonowały go bardziej niż najnowsza gra. Było to nawet dość słodkie.

– Tsugaru – odezwał się w końcu brunet.

Gdy blondyn podniósł wzrok z nad układanki, jego oczy było nieco żywsze niż zwykle.

– Mógłbyś mnie pocałować?


Ku swojemu niezadowoleniu, brunet dostał całusa w policzek.

~~~~~~~~~~~~~~
Napisanie tego rozdziału było cholernie trudne, ale mam już około 30% następnego, więc nie jest tak źle. Chyba wracam do formy~